Przepisy obowiązujące w Polsce od niedawna  nie nakładają na amatorów wypoczynku i/lub rekreacji z użyciem sprzętu pływającego poważnych rygorów formalnych. Wymagają jedynie  od zainteresowanych posiadania odpowiedniej wiedzy i umiejętności, oraz przestrzegania zasad bezpieczeństwa przy uprawianiu „turystyki wodnej”(tak to nazywa Ustawa). Na początek nie  przewiduje ona procedur sprawdzających. Widocznie zakłada „dojrzałość” osób „pełnoletnich”.

Ta żegluga przewiduje ograniczenie pory dnia do dziennej – od wschodu do zachodu słońca (co do minuty),oraz ograniczenia „hydrometeorologiczne”, dotyczące tylko żeglugi przybrzeżnej (na morzu), są to:

– okres zalodzenia, czyli występowania zjawisk lodowych,

– marna widzialność, poniżej 2 Mm,

– siła wiatru powyżej 4 B, ale to nie dotyczy jednostek niezatapialnych (czyli prawie wszystkich nas interesujących).

Dotyczy to jednostek do 7,5 m długości i mocy silnika do 10 kW (to nie są Konie Wodne!!).

Tak potraktowany Obywatel(ka) skazany jest na samoocenę. I, stosownie do jej wyniku, naukę. Można zacząć znaną od zawsze metodą „prób i błędów” – próbujcie, w końcu tak mniej więcej nauczyliście się kiedyś chodzić.

Ale wtedy pomagali Wam życzliwi ludzie. Teraz też mogą. Jeżeli potrzebny będzie nauczyciel trzeba go sobie znaleźć. Ale nie jest on obowiązkowy. Kursów, szkółek jest bardzo dużo. Można wybrać sobie optymalną. I pamiętać, że na rynku rządzi klient.

W podjęciu decyzji pomoże niniejszy poradnik. Może się też przydać (również umotywować) do zdobycia uprawnień wyższych – stopnia „żeglarza”. Tu też szkolenie nie jest obowiązkowe – wystarczy umieć. Ale i zdać egzamin.

Jak sobie z tym poradzić traktuje przedmiotowy podręcznik – Pożeglować (pod nowymi przepisami) napisany przez Adama Woźniaka – posiadającego stopnie jachtowego kapitana żeglugi wielkiej i kapitana motorowodnego, oraz tytuły trenera II klasy w żeglarstwie i instruktora – wykładowcy PZŻ. Autor książki jest też biegłym sądowym i ławnikiem Izby Morskiej. Od 1945 roku związany z Gdańskiem.